Na sen biorę leki, które mnie uśpią, jak wstaje, biorę leki, które mnie obudza, potem zastanawiam się czy jestem wystarczajaco wyluzowana, czy może w pracy ktoś będzie się na mnie patrzeć ze niezrozumieniem, a ja na dobrej fazie powoli będę zamykać oczy i bełkotać coś w swoim języku. Nocne zmiany to idealne rozwiazanie dla mnie z totalna, chroniczna bezsennością, ale boje się, ze kiedyś będę musiała odstawić leki i nawet w dzień nie zasnę i już nigdy przenigdy nie zasnę i martwi mnie to, bo nic takiego w życiu złego nie zrobiłam, by sobie zasłużyć na taka biochemię mózgu.