czwartek, 16 czerwca 2016
Wogle lol, wpadłam na coś. Niech to teraz będzie dziennik walki z chorobą itp., tzn. nie ma tutaj żadnego wyimaginowanego znachora z Helikarnasu, ale skoro wolność słowa, to będę bardzo pierdolić/mówić od rzeczy, przepraszam za wulgarność, prof. Miodek powiedział kiedyś, że wulg... Nieważne. Za największe osiągnięcie dnia dzisiajszego uważam: kupienie sukienki w rozmiarze 34 a ponadto: ZMIESZCZENIE SIĘ W NIĄ, nawet mam ją teraz na sobie i oddycham, więc coś się dzieje! A drugim sukcesem było zjedzenie najlepszego, najznamienitszego makaronu wszechczasów, mianowicie takiego o, jakoś on się po włosku nazywa, ale naprawdę nie chcę kaleczyć owej szlachetnej nazwy, był on z oliwą, czosnkiem, dużą ilością świeżego bobu, skórką limonki i ziółkami, bardzo minimalistycznie i przypominająco mi o tych gorących wieczorach nad Tybrem. Tak. Tak było, ogólnie dzionek bardzo udany i myślałam o tym, że np. każdy popełnia błędy, gdy jest niedojrzały i trzeba to ludziom i sobie wybaczać.