poniedziałek, 27 czerwca 2016

Spoiler alert: Dajanerys i Tuliowie

Panie Boże, nie jestem złą osobą, zawsze żałuję nawet jak wyśmiewam tych, których bardzo nie lubię, ale wiem też, że trzeba wszystkim wybaczać. Staram się też zrozumieć, tzn. usiłuję, więc dorabiam wszelkie wytłumaczenia, może dlatego coś mnie tchnęło kiedyś, by studiować neurobiopsychologię, a teraz patrzę, jak moje koleżanki i moi koledzy z roku mają już tytuł magistra, mogłam być wśród nich, ale i tak najbardziej się cieszę, że jestem gdzie jestem, jeśli chodzi o edukację i rozwój, bo jeśli chodzi o szerokość geograficzną to nie. Dzisiaj dostałam 50 euro zawiniętych w serce metodą origami. Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, ale mam w zakładkach wybraną dokładną różnorodność outfitów marki Zara na nadchodzący sezon jesień/zima, oczywiście trochę żartuję, a trochę nie, bo moja próżność jest andenajabyl a jednak trochę pitiful. Hm. Jakoś tak nie mogę dojść do ładu z tym, co bym chciała napisać, a z tym, czego naprawdę nie mogę, bo pewnego razu jadąc autobusem nr 150 do Gdyni - Oksywia gdzieś pomiędzy wyrazem paniki na mojej twarzy i nerwowego chichotu z nutą współczucia, zrodził się w mojej głowie pomysł na jedyne słuszne rozwiązanie sytuacji bynajmniej potrzebnej w moim życiu, tak więc moja odpowiedź na zaproszenie do wymiany poglądów brzmi: nie, dziękuję. Ale tak szczerze, sympatycznie, bardziej neutralnie, po prostu dygam. Tak więc nie ciągnę już tego wątku wyśmiewania, bo nikt, nawet najbardziej zepsute i skrzywdzone osoby nie zasługują na jakąś wybujałą Nienawiść z wielkiej litery. Nikt jak zwykle nie wie o czym piszę. Ty wiesz, spryciulo, Ty wiesz. Tak więc wątek analiz psychologicznych doprowadzonych do dywagacji o tym, co by było, gdybym została na psychologii - zakańczam. To brzmi podobnie do "udawadniam", co jak zobaczyłam, złapałam się za głowę na myśl o tym, co by mi zrobił Aleksander, gdybym to ja tak pisała. OKEJ. Spoiler alert w tytule sugeruje to, że właśnie jestem po finale Gry o Tron, leżę na moim cowakacyjnie niewygodnym łóżku z ikei (pardon, IKEA, to abriwijejszyn) w mniejszej sypialni na piętrze w domu przy Arundel Drive, Mansfield, Nottinghamshire, ładujac kindla na popołudniową posiadówę. 10 razy w ciągu ostatnich kilku dni musiałam/chciałam popisać się wiedzą z zakresu fonetyki tudzież General Knowledge of English, różnice miedzy angielskim amerykańskim a brytyjskim no i oczywiście.. Użyć "wreak a havoc" i "debris" w rozmowie z nejtiw spikerem. Poskutkowało to wytrzeszczeniem oczu i namalowanym "ee?" na twarzy sugerującej ograniczone wymieszanie się genów swoich przodków, jak to na Wyspach. W każdym razie, ale mnie coś kłuje, jak Karolka i Kamil mają takie swoje rozumienie nazw własnych w Grze o Tron. Dobra, jestem straszną hipokrytką, bo jak czytałam np. Czarę Ognia czy Zakon Feniksa na długo przed wyjściem filmu (coby ew. swoje teorie nt. wymowy potwierdzić/obalić), we własnej głowie czytałam np. "Rita Skejter", "Barti Krałcz" albo "Dolores Umbridż"... Tak, mimo że przy każdej okazji chwalę sobie wpływ pana Mojsiuszko na moje życie i poziom języka angielskiego, tak właśnie myślałam, że owe nazwiska się czyta. Gdy zaś słyszę nty raz "Dajanerys" mam ochotę znaleźć w cytadeli księgę nt. fonetyki tej serii no albo po prostu zloopować owe imię wymawiane przez inne postacie w serialu. Tak czy siak, każdy ma jakieś swoje demony, jak to mówią, co nie??? Boki zrywać. Nie krytykuję though się irytuję. I własnie przypomniało mi sie, jak napisałam tought zamiast taught na egzaminie z języka pisanego i moja twarz spowiła się szkarłatem, także lepsza nie jestem! No, ale z sesją za sobą i dumą też CONIECO, siedzę sobie tutaj, jestem chora, zasmarkana i tylko czekam na Alka, bo bez niego, moje wczorajsze wzruszenia są tylko... Jak to było, coś ze suchą skórką dzisiejszych poruszeń? Suchą? Od chleba? Żadnego spoileru nie będzie, chociaż oczywiście R+L=J!!!!!!!!!!!!!!!!!!