środa, 23 marca 2016
Zamiast udawać, że się ma pewne części twarzy albo robić błędy w słowie, w jakim gdybym ja zrobiła błąd, Alek jako logik, by mnie chyba zamordował, można np. poddać się magii sportu, by w końcu dać sobie radę z otaczającym światem. Wczoraj, mimo że wychodząc widziałam przeogromną prawie-pełnię księżyca, wiedziałam, że więcej niż 8-9 kilometrów nie przebiegnę, zauważyłam w lustrze spojrzenie pełne determinacji, jakiej już dawno u siebie nie widziałam. Potem było różnie, bo rytuał biegania pomaga mi oczyścić łeb z dziwnych zawirowań myśli i zabłąkanych, nierzadko chorych, konkluzji. Przede wszystkim wiało mi mocno w uszy, ale potem zauważyłam, że wieczorową porą, o wiele więcej osób macha, gdy się ich mija. Tzn. biegacze biegaczom. No ale to też jest miecz obosieczny, gdy minę takich dwóch panów, którzy sami z siebie mi machną, to potem ja machnę jakiejś pani, która mi nie odmacha, mówię sobie w duchu, że to tak, jak powiedział Alek, przynajmniej się ma satysfakcję, że się jest uprzejmym, a nie pluje sobie w brodę, że się nie powiedziało np. "dzień dobry" na klatce. W każdym razie potem jest trochę gorzej, bo w tej fali machania spróbuję jeszcze raz, ale wtedy to jest tzw. sportowa laseczka, zazwyczaj ma minę, jakby była zdeterminowaną maratonką, zawsze w firmowym, pachnącym świeżością dresiku i zasuwa niczym gepard. Ja wiem, że to na pokaz, bo nie da się pół lub maratonu przebiec nie robiąc tego truchcikiem. Tak jest. No i znowu się deprymuję, ale potem panowie znowu sami pierwsi machają i sytuacja się powtarza, a ja zbaczam trochę z toru tych wszystkich przemyśleń, bo bardziej się skupiam na sytuacji międzyludzkiej, jaką niewątpliwie bieganie w publicznym nadmorskim parku jest. Ostatnio tak bardzo mnie natchnięto optymizmem, tzn. tylko w jednej z wielu kwestii, ale i nie wiem, czy bardziej pocieszająca była profesjonalna wypowiedź profesjonalnej osoby, czy po prostu jakikolwiek nawiązany kontakt dający nadzieję na lepsze jutro!!11 Nie wiem, pomińmy, wczoraj widziałam u siebie trochę determinacji, dzisiaj już nie, bo miałam na 8 na uczelnię, a spałam do 11, także... No nie wiem, nie mogę np. zrezygnować z leków, bo wróci mi permanentna depresja pomieszana z agresją i Alek zbyt długo nie pożyje. Nie wiem, czy jest wyjście z tej sytuacji, nie wiem jak postawić swoje dwie przyjaciółki na nogi, nie wiem, jak dać radę finansowo, nie wiem, jak się zabrać za sprzątanie, nie wiem, jak poprawić swoje zdrowie, nie wiem, skąd brać na to cierpliwość. W sprawie, nie bójmy się tego słowa, nowotworów, trochę się boję, że jakaś instytucja spełniająca życzenia, mogła mnie źle zrozumieć, gdy np. mówię "mamo, nie chcę żyć, nie zdam gramatyki", otrzymuję w zamian bolesne bodźce z każdej strony, których diagnostyka trwa latami i nigdy nic nie wiadomo, albo pan docent mówi "co to jest cytryna w wątrobie wielkości dużego bochenka chleba". No co to jest. No bo ja jak już, to bym wolała tak od razu, bez jakichś męczarni. Myślałam dzisiaj, czy by nie iść na zmywak do nowego Avocado, bo kurczę mam tylko przez ulicę i już, ale nie mam doświadczenia. No i zaśmiałam się gromko na myśl, co mnie czeka w zlewie. W zlewie... Eufemizując. Też na blacie jednym, drugim i całej kuchence. Dobrze, że nie zaczęłam kłaść ociekających brudem naczyń na ziemi, chociaż miski Tulka też się proszą o zmycie. Ogólnie tak sobie myślałam, tzn. kocham morze, uwielbiam Gdańsk, ale że bardzo chcę się przeprowadzić choć na chwilę do Warszawy. Mówię to min. raz w tygodniu, ale Alek udaje, że nie słyszy, bo woli Gdańsk. A mi się chce rzygać już od tych tępych twarzy, znanych dobrze dróg, profanowanych magicznych miejsc, bo historia "właśnie tam" sięga jeszcze pomaturalnych mych przechadzek. A w ogóle myślałam o tym i chciałabym pewną osobę publicznie przeprosić i przyznać się, że zjadłam w Bieszczadach prawie całą nutellę łyżeczką, przysięgając potem, że nie wiem, co się z nią stało. Nie byłam wtedy jeszcze w stanie przyznać, że jestem chora i idę do kibla ją wyrzygać wraz z pierogami z mięsem i naleśnikiem z jagodami, lokalnym przysmakiem. Taka tylko dygresja.