piątek, 25 marca 2016

Mam, znalazlam!!!!

Cześć,
Otóż w najmniej spodziewanym momencie, między piciem orzechowej soplicy z gwinta, zagryzaniem jej makaronem z sosem chilli i jajkiem pomieszanym z gorzką czekoladą i prawdziwym miąższem kokosa, spłynęła na mnie wiedza niczym zbawienie. Już wiem, o co chodzi w moim i tak już przydługim życiu. Jeśli i Ty masz wrażenie, że Twoje życie jest bez sensu, celu, że nic się nie układa, że nie jesteś szczęśliwy/szczęśliwa, że w ŻADNEJ sytuacji nie czujesz się dobrze, wszędzie widzisz winę w sobie, stresują Cię JAKIEKOLWIEK kontakty międzyludzkie, jeśli czasem śpisz do 5 rano i wstajesz spięty/spięta, a czasem do 11 i i tak nie chcesz wyjść z łóżka, jeśli wszystko odbierasz osobiście n kurwa, skorupkę od jajka miałam w tym makaronie, co dalej, no w każdym razie prawdopodobnie masz depresję. :/ Jeśli powyższe przeplatane jest z chwilami, gdy idziesz kurwa jak miss polonia po ulicy i wszyscy się do Ciebie uśmiechają, a po chwili dociera do Ciebie, że patrzą się na Ciebie tylko dlatego, bo masz poprowadzoną przez pół twarzy smugę od tuszu do rzęs, albo rozpięty rozporek, ogarnia Cię nieokreślony w słowach WSTYD i wracasz do punktu pierwszego, lub gdy uważasz się za WSZECHMÓZG, totalna wyższość, nienawidzę ludzi, jestem nadczłowiekiem, jestem jedyną osobą, która udziela się na zajęciach mówiąc ciągle hiperpoprawne rzeczy hiperpoprawnym akcentem RP i wszyscy Cię podziwiają, aż w końcu jakimś cudem spojrzysz na siebie w lustro i zobaczysz, jaka/jaki jesteś obleśna/obleśny i chce Ci się płakać przez całą przerwę w kiblu, bo jakim cudem ktoś tak obleśny ma prawo się wypowiadać i to jeszcze na poziomie akademickim? Gdy 3,5 godziny wypowiadasz się na tematy alternetywnej muzyki, polityki, środowiska, polityki, środowiska, uchodźców, kurwa nie wiem, Donalda Trumpa, jesteś lekko podchmielona, bo lubisz się z alkoholem, opowiadasz i jesteś tak pewna swoich poglądów, że wiesz, że mogłabyś zostać Królową Tego Swiata, a potem ktoś Ci zrobi zdjęcie, a na nim zobaczysz coś w kształcie jasnoróżowej foki... Bardziej morświna? Z odnóżami jak korzenie selera i głową  pomarańczowo-różowym plackiem z dwojgiem zezowatych oczu i pryszczy, które układają się wraz z żółtymi zebami i pieprzykami, a także rozmazanym makijażem, w konstelację DUPY, tak.. Nie muszę mówić, co czujesz, gdy dochodzi do Ciebie, że to Ty. Lub gdy nagle ogarnia Cię nieograniczona wena artystyczna, chcesz jednocześnie grać na gitarze, flecie prostym, podśpiewywać i przytupywac nóżką, a trzecią ręką rysować pastelowe portrety, a potem to jeszcze zapisać się na boks, bo w końcu oglądałaś/oglądałeś wszystkie części Rocky'ego, w ogóle to jesteś w stanie wymyślić niepowtarzalną melodię w tym samym czasie opisując ją niesamowitym obrazem światła swojego niesamowitego średnioformatowego aparatu analogowego vintage retro, no ale potem w sumie usłyszysz swój głos na jakimś filmiku video, jak np. na koncercie Nine Inch Nails kręciłam chwilę filmik, aż weszło Closer, i nagle, w moim własnym i osobistym iphonie usłyszałam głos typowej grażyny z akcentem lucyny "AJ ŁONA FAK JU LAJK EN ENIMOOOL" tak, to ja, i przypomniałam sobie ten Tool Night, gdy seksownie wiłam się na kolanach Alka śpiewając tą samą piosenkę i nagle przypomniałam sobie, że byłam 10 kilo cięższa niż teraz, miałam za krótką sukienkę, a w moich super wagabondach nie dość, że byłam od Alka wyższa o pół głowy, to jeszcze co 10 sekund się potykałam, właśnie w momencie tej retrospekcji zapragnęłam usiąść na podłodze w łazience wziąć do ręki różową maszynkę do golenia m. in. miejsc intymntych, VENUS PRO, przypomniałam sobie nagle te wszystkie najchujowsze rysunki, pseudoartystyczne zdjęcia i rozstrojoną od 10 lat gitarę i uznałam, że to zajebisty powód, żeby pociąć swoje grube uda np. w kartkę tudzież pepitkę. Wniosek jest taki, że jeśli łączysz te zajebiste dwa pierwiastki, jeśli jesteś magicznym nostalgicznym, sentymentalnym, artystycznym ISDPSA i 2929ISISI w skali YDYDBS&*@, jesteś tak bardzo dekadenckim DIPOLEM, to kurwa albo jesteś tępy/tępa i zapatrzony w siebie, albo masz depresję dwubiegunową jak ja i najprawdopodobniej musisz grzecznie iść do lekarza psychiatry i zacząć się leczyć, to nic strasznego, czasem nawet ludzie w poczekalniach wydają się NORMALNI. Albo jest jeszcze jedno wyjście, możesz się zabić. Jeśli naprawdę czujesz, że nic Ci w życiu nie wychodzi i już od dłuższego czasu coś jest mm, nie tak, po prostu coś nie gra, nie bangla, to najprawdopodobniej dlatego, że odkąd osiągnęłaś/osiągnąłeś dojrzałość psychiczną i emocjonalną, zacząłeś/zaczęłaś świadomie kształtować, ba, kreować samego/samą siebie, nie pozwalasz prawdziwemu/prawdziwej sobie wyjść na zewnątrz, tylko co rusz wymyślasz nowe maski, inspirując się wszystkim, tylko nie cienkim głosikiem własnej osobowości, takiej... nie bójmy się tego słowa, PRAWDZIWEJ, ten problem ma wiele płaszczyzn, wiele zależy od inteligencji interpersonalnej, intrapersonalnej (rzadkość, ja się cieszę z jej zajebistego rozkwitu) i nie wiem jeszcze jakiej, zrezygnowałam z psychologii po drugim roku :/ np. życzę niektórym, którzy muszą uważać się za niesamowicie złożone i głębokie, niezwykle utalentowane, ale jednak pewne siebie osoby, zaćpania się na śmierć lub bycia zaszlachtowanym podczas pieprzenia się z jakimś ćpunem w pijackiej melinie perkusisty glam-metalowego zespołu, najchętniej to bym jeszcze na to popatrzyła, przybiła mu piątkę. Tak czy siak... Zdaj sobie sprawę. Wywołujesz w ludziach litość, po prostu budzisz żałość, to trochę wstyd... Jak ten moment, gdy po zajebistym maniakalnym epizodzie nagle dociera do Ciebie jaki/jaka jesteś beznadziejny/beznadziejna i naprawdę masz ochotę gdzieś cichaczem czmychnąć w krzaki i się tam zakopać. No możesz tak zrobić, możesz, nie oceniam, jednakowoż przede wszystkim zdaj sobie sprawę, że całe życie (dorosłe) zazdrościsz wszystkim, a nikt nie zazdrości Tobie, nie podziwia Cię, nie uważa Cię za "fajną", "ciekawą"... Nie... Gdybyś była sobą, to przeszłabyś przez tą granicę dorosłości i nawet jej nie zauważyła! Wszyscy wiedzą, że nie żyje Ci matka, zostawił Cię ojciec, troszkę biedne to dziecko, a co tam, może kiedyś przynajmniej znajdzie bogatego męża! Niech ma! Tak, ludzie patrzą na Ciebie przez ten pryzmat, a jak się dowiedzą, że się leczysz lub chodziłaś na terapię... Naoglądała się amerykańskich seriali. Niepoważna, niech się zajmie może nauką by tak? Może gdybyś była bardziej sobą (odnośmy się już teraz tylko do Ciebie), może gdybyś nie chowała się za tymi kilkoma maskami, jakoś dziwnie przybranymi od innych ludzi, czy z internetów, no może sam pomysł jest Twój, ale to jednak pomysł, jednak jakieś granie... Nie nie, tak się nie da żyć, nigdy nic Cię nie usatysfakcjonuje, a po Twojej minie widać, jak bardzo niekomfortowo się czujesz żyjąc. No i się boisz, że ktoś to zauważy, w zasadzie to sama się wszystkim przyznasz, bo to widać i tak, więc po co dodatkowe zakłamanie. Za dużo tego udawania w Twoim życiu, ogól się na łyso, zedrzyj ze skóry te bezsensowne tatuaże, nigdy w życiu nie usłyszysz dźwięków muzyki, nigdy nie poczujesz szczęścia, tych zajebistych endorfin z każdym kęsem czegoś dobrego, żyj jak mnich, biczuj się ciernistym krzewem, okładaj się po twarzy młodą pokrzywą, pij wodę z solą, jedz suchy chleb i otrzepane o kant stołu ziemniaki. Zniknij z tego konsumpcyjnego świata, bo jesteś jego ofiarą i współtwórczynią. W sumie, to nie istniejesz, nie powinnaś istnieć, tylko tworzysz dziurę ozonową swoimi rakotwórczymi gazami po bulimicznym wyskoku i ośmiu senesach w jednym kubku.

Do zobaczenia w łazience,
Beatrycze, alter ego Izy, od siedmiu lat pozbawiająca tą drugą jedynej cechy, jaką z dziecięcą niewinnością można było nazwać występowanie na szkolnych apelach lub nie liczenie kalorii z Jabłka Importowanego z Biedronki (70kcal), w szczęściu chodzi o pewność siebie, o troszeczkę tej wiary i nawet gdy owa wystąpi, nie podważanie jej np. milionem wstydliwych wspominek.