piątek, 11 marca 2016
Nie wiem skąd we mnie taka chęć dzielenia się wszystkim, czym się ekscytuję. Próbuję wymodlić sobie spokój ducha i spokój ogólnie, żeby przystopować, nie śpieszyć się, podchodzić do wszystkiego z dystansem, a nie emocjonalnym chaosem i bełkotem. Ale czy ja umiem, nie wiem, wiecznie próbuję uiścić to, co mnie fascynuje, a potem łapię się na tym, że udaję. Nie wiem, czy dobrze to tłumaczę, ale kochając minimalizm, ja jako ja, minimalistką być nie mogę. Roję coś sobie, w ogóle, różne rzeczy, próbuję być "jakaś" a potem się okazuje, że lepiej by mi wyszło być sobą niż jakąś wymyśloną postacią. Tylko wiecznie czuję się ziemniaczarą. Ale nieważne, do rzeczy. Pierwsze pięć minut koncertu Alamedy 5 wczoraj, zastanawiałam się tak naprawdę "yyy ja lubię tą muzę, ale mam udawać, że każdy hałas mnie fascynuje, czy przyznać się, że już mnie boli głowa z tej kakofonii" ale spokooojnie, tak tylko coś pomylili, a trochę się stroili. Potem Duch Tornada mi przypomniał, dlaczego ich tak uwielbiam, choć, jak powiedziałam Alkowi szybko drepcząc i podziwiając (niemo) oświetloną o wieczorze zbrojownię, ostatnio dużo bardziej pokochałam Starą Rzekę, jeśli chodzi o projekty K. Ziołka, bo to po prostu bardziej ja. Tutaj właśnie pragnę zaznaczyć ten dysonans, czy to bardziej ja, czy bardziej chcę taka być, nie jestem spokojna, mam latynoski temperament, ale moja Choroba Psychiczna nie pozwala mi też być wiecznie krejzi ani wiecznie w dole..... Być może rozwleczone na kilka akapitów porównania do słuchanej przeze mnie obecnie muzyki, nikomu tutaj nic nie mówią (co ja się łudzę, teraz to już kompletnie nikt tego nie czyta, thumbsup), ale Stara Rzeka położona jest w sercu Borów Tucholskich, w dolinie rzeki Wdy i teraz to, wow, w mglistych wspomnieniach z moich lat przedszkolnych spędzonych w Swieciu N/W pamiętam dokładnie, jak Karolina nosiła mnie na plecach do przedszkola, przechodziłyśmy przez wielką dziurę w płocie pod akacją, a ja zawsze, mimo że droga była szeroka, bałam się, że jakimś cudem wpadniemy do śmierdzącego i zaszlamionego zielonego kanału, który w rzeczywistości był Wdą. Drugim faktem jest to, jak już od dłuższego czasu, być może nie odkąd się poznaliśmy (prawie dwa lata milion serc kc), ale od ponad roku na pewno, Alek mnie męczy tematem Borów Tucholskich, by koniecznie wybrać się na rowerach lub pod namioty lub po prostu, że Bory są piękne, ja wię, że są, ale mi kojarzyły się one tylko z obozem sportowym mojej siostry, gdzie, również mglistym wspomnieniem jestem dla siebie ja zamknięta w jakiejś obskurnej świetlicy, bo tam było dużo zapaśników Judo. Anyway, do tematu trzeba dojrzeć, przekonuję się o tym na tylu polach, że aż nie jestem w stanie ich wymienić, w ogóle bardzo szybko ostatnio się starzeję, żeby nie zabrzmiało to źle, mądrości życiowe połączone z doświadczeniami skoncentrowały się w ostatnim czasie jak przecier pomidorowy i mimo że nie czuję się AŻ TAK stara ciałem bądź umysłem, naturalnie zmieniają mi się priorytety i cele... Jednak niewątpliwym jest to, że z tragicznym opóźnieniem w stosunku do Alka, odkryłam magię Starej Rzeki. Ona gra dokładnie to, co chciałabym, zaznaczam, że nie wiem, czy mam, ale chciałabym mieć w głowie, tj. las. No i teraz właśnie to porównanie, gdy nie jestem w stanie poukładać sobie myśli, lubię posłuchać Mgły czy Morowe (black metal), w skrajnej tęsknocie Alameda 5 - Duch Tornada, była dla mnie nadludzką harmonią i ukojeniem w natłoku myśli zewsząd i próbach usystematyzowania informacji w celu uspokojenia sytuacji biegowo-wagowo-jedzeniowej, tak naprawdę, to trochę żałuje, że po latach po odkryciu, że "nie chodzi o jedzenie, tylko o emocje" nie jestem w stanie przyznać, że ok, ale samo w sobie jedzenie i tak wywołuje u mnie taki lęk i takie rozkminy, że czasem liczę wszystko po cichu bardzo skrupulatnie i jednak cały temat powraca jak bumerang, ALE TO OFFTOPIC. Coś chciałam jakoś porównać swój stan do muzyki, jakiej słucham, a słucham teraz Starej Rzeki, ale ok, nie chce mi się już pisać. Chciałam też napisać, że obudziłam się dzisiaj z pierwszą myślą AYURVEDAAAA..... nie, no tak naprawdę to z soczysto-panicznym "kurwa, znowu zaspałam", a po prostu olałam chyba z 5 budzików, które nastawił mi Alek i jego budzenie no, osobiste, w każdym razie ja to bym teraz spała dniami, z choróbskiem ciała i psyche, ale nieważne. Pomyślałam sobie, że dobrz, zanim zacznę cokolwiek ładnego pisać na written English, sobie tutaj zrobię ditox, amla, citrina, soda ocziszczona, mm, potem jeszcze walnę jakąś maseczkę, pilingi kurwa okłady błotne, a potem wydepiluję sobie pęciny, a potem wypiję koktajl z selera naciowego, mmm, czystek, a na główkę olej konopny i masło nierafinowane kombo, w końcu zrobiłam 3/4 z wymienionych, ale poddałam się co do contrastive essayu, bo mam obecnie wszystko w dupie, tylko płuczę zęby olejem kokosowym i myję je kurkumą i nie wiem, co w tym temacie by powiedziała Paula, ale indyjscy mędrcy ponoć polecają, choć pewnie nigdy nie widzieli czegoś, co ja mam, a jak tak dalej pójdzie i nie wygram miliona na prywatne leczenie, to będę, krótko mówiąc, szczerbolem. Pozdrowyenia, leci mi w głowie jebany Phil Collins z tym uuu think twice... it's another day for you, you and me in paradise. = )))