niedziela, 14 lutego 2016

Ausfahrt

Jednak nie pisałam, ale może to i lepiej, bo jak mam niby to wene, to po prostu mania. Już wiem, bo zrozumiałam jak działam, a potem dziwię się, czemu Bóg nie lubi sinusoidy, ho ho ho. (w sensie, że sin) Wszystko po kolei było naprawdę fajne, najmniej fajne były turasy na dworcu ZO, ale ja jak zwykle od końca. Jakiś dłuższy czas temu, dejm, to naprawdę było ponad rok temu, postanowiłam sobie, pokazać Alkowi Niemcy. Drezno z koncertem i Douglasem to jedno, ale spędzić taką ilość godzin z niemieckimi widokami, kilka dobrych dni w Nadrenii Północnej Westfalii, zobaczyć Duesseldorf, Koeln i okolice Renu, to drugie, 99% czasu na granicy dnia i nocy chce mi się ryczeć, że nawet tego nie umiem dobrze zrobić. No, a na koniec Berlin właśnie, gdzie trochę się powkurwialiśmy, ale ja to tak z podłożem w zmartwieniach, przepraszam Cię Alek. Pewnie mój stary coś powie w sądzie, że aaaaa co to za podrurze? Człowieku, w jedną stronę na holenderską granicę dosłownie 45zł za jedną osobę. (mistrzowie logistyki z pałeczką przejętą po Karolce) W każdym razie Bracia, którzy nie są do końca moi, zobaczeni, Faraya poprzytulana i Kasia wysłuchana. Duże ilości czekolady i belgijskich gofrów zjedzone, czas feryjny lecący jak głupi no i perspektywa, Alek mnie zabije, nie perspektywa, ale strach, że teraz coś bardzo mi nie pójdzie, nie będę o tym pisać, bo tor moich myśli zejdzie na ten zły i znów wpadnę w doła. Alek jest ciepły, wygodny i kochany. I wytrzymuje smród moich nóg po przejściu 35km jednego dnia i jechania 8 godzin z Berlina do Gdańska. Ale dzisiaj Walentynki, pijemy tokaja i chce nam się rzygać. Powiedziałabym, że kocham swoje życie, ale bym skłamała, z drugiej strony takie mi teraz podsumowanie przyszło na myśl...... Wrzucę jakieś zdjęcia, dużo zdjęć, a potem jeszcze wywołam Zenona. Alek odkrył, że jedyna dobra dla mojej twarzy perspektywa to profil, toteż zrobił mi milion podobnych zdjęć, ale i tak jest utalentowany i cierpliwy, prawie zabił się o słupek pod Reichstagiem, a potem mówiliśmy, że te bryły to pomnik holokaustu, nie, to nie jest śmieszne. Coś mi się będzie przypominać, to jeszcze pewnie popiszę. PACHA FRYZJUR.


Ta zajebista torba z Godfleshem została obszczana przez Tulka na długo przed naszą wyprawą, a rękawiczki w niej schowane, śmierdzą do dziś.



różowy ryj i geld (przepraszam Alek)








:*



Janek i Mynsiengladbach w dzień rozpiździawy.








Tuż przed gwałtem analnym, bo imigranci.


Najlepsza Ciocia na świecie.


Alek, nie drap się po ryju.


Najlepsze piwo na Ziemi..


Sory za te wszystkie samojebki, ale to osobiste bardzo uczucia itp. Po prostu no popa jaki to jest dobry człowiek i nie wiem, czemu ze mną jeszcze wytrzymuje.