sobota, 30 stycznia 2016

Otwieram ksero Paradise Lost, najlepszego poemu, jaki było mi dane czytać w ostatnich latach, a tu na odwrocie przepis na pierś indyka nadziewaną suszonymi owocami, masterszefowy obiad, który kiedyś zrobiłam ku uciesze Aleksandra, ale z tego co pamiętam, mięso w samym środeczku było surowe. Gordon Ramsey by mnie zabił. Nawiązujemy tutaj miłe znajomości i fajnie byłoby w końcu nie biegać samej, mówię tu o Alku, ale też o Michale, który co czwarte zdanie wtrąca "he he" i w ogóle jest śmieszkiem. Nie wiem, co jeszcze napisać, fakt Tool Night'u w warszawskiej Proximie odebrał mi mowę i wycisnął z oczek kilka łezek, bo jak to możliwe, żebym JA nie wiedziała. Myślę, że trochę na siłe, ale wynalazłam i pocieszenie, bo już niedługo King Dude i Michael Gira i bardzo się cieszę, że zobaczę miasto stołeczne (bez wklejonych kiepskich tekstów helveticą, pozdro dla kumatych), ale i już za tydzień Berlin i 1/3 Niemiec po drodze do Nadrenii Północnej Westfalii, hasztag podekscytowana. Dzisiaj czytałam Alkowi najdurniejsze hasztagi, jakie znalazłam, a ich źródło pulsacyjnie wypluwa coraz to lepsze smaczki. Był ubaw po pachy. (zdanie inspirowane Życiem na gorąco) To tyle, naprawdę uwielbiam Raj Utracony, ale nie mogę się skupić teraz na niczym oprócz tego, że córka Szatana była też jego żoną, a Alek ogląda wybitnie pasjonujący serial pt. Matematyka Analityczna. Nie wiem, czy można wartościować, ale to najsensowniejszy Filozof, jakiego dane mi było spotkać, mimo że naprawdę kilka dni temu pożyczyłam sobie Historię Filozofii jako lekturę do kibla. No i lubię mu dokuczać, a potem on się zamienia w karła, a ja jestem Apollo Creedem i się napierdalamy. Bez podtekstów erotycznych zazwyczaj, po prostu napierdalamy. Koniec.