sobota, 16 stycznia 2016
Cześć, dzisiaj opowiem o swoich przygodach i o moim rozumieniu niektórych kwestii etycznych. Zacznijmy od tego, że nie lubię feminizmu. Z innej beczki, ostatnio szłam sobie wydrukować bardzo ważne papiery do Panów Żydów Fotografów, wtem spostrzegłam, para znana i lubiana, kojarzona ze szkół, fejsbuków, instagramów, tutaj szkoła, tutaj znajomi znajomych no i myślę sobie, a trwało to pół sekundy, co ja mam, krzyknąć "hejo!!!" czy może zwolnić kroku i wytoczyć jakąś przemowę "cześć, w zasadzie się nie znamy, ale widzę to porozumiewawcze spojrzenie, więc i Wy znacie mnie, no ale głupio mi tak troszkę, mam na imię Izolda = )", w końcu uznałam, że dobre maniery tak naprawdę nakazują jednak wstrzymanie się w takich działaniach, bo i co ja będę się narzucać, a ja z moimi przemowami IRL często wypadam bardzo średnio, by nie powiedzieć, że creepy. Tak więc to był punkt nr jeden mojej wycieczki, w drodze powrotnej także widziałam tą piękną parę i ponownie popadłam w dysonans. Zaczęłam snuć refleksje na temat mojego średnio zachęcającego zewnętrza i problemów we współżyciu społecznym poza wirtualnym światem. Kontakty internetowe tak bardzo zdominowały moje życie, że oprócz faktu, że poznałam Miłość Mego Życia - Aleksandra na znanym i lubianym portalu rand... muzycznym, Last.fm, i była to miłość od pierwszego wrażenia, prawie, no i że wszystko poszło gładko, znajduję siebie niezdolną do nawiązywania kontaktów np. w kolejkach do dziekanatów, do ubikacji, gdy pytałam na Tool Nightcie jakąś miłą alternatywną dziewczynę o tampona, myślałam, że zrzygam się na nią z nerwów spowodowanych interakcją. W każdym razie, zaniechałam prób nawiązywania kontaktu, mimo że para bardzo miła i widać było, że nawet gdyby okazało się, że yyy, ja ich znam, ale oni mnie nie, lol, to myślę, że uszłoby to lekko niezręczną, ale jednak zabawną chwilą wspólnej konsternacji. Potem wszakże okazało się, że i oni rozpoznali mnie. Udałam się więc do Biedronki i oprócz jarmużu, pietruszki i mleka sojowego, które nie jest mlekiem, kupiłam za moje ostatnie 14zł papierosy. Nie palimy z Alkiem ponad dwa miesiące, ale raz na jakiś czas jednak coś ktoś sobie popala, kurde, może nie powinnam tego mówić, bo nie będzie się liczyć, że rzuciliśmy palenie (innym postanowieniem jest w nowym roku twardo się tego trzymać). Kupiłam te papierosy i w drodze do domu, a wiedziałam, że czeka mnie w domu wielka paczka z zarowych przecen, byłam niezwykle podekscytowana. Tak podekscytowana, że zrobiłam sobie wielką kawę i postanowiłam wypić ją w towarzystwie papierosa. Przeszukałam wszystko, nawet podszewkę w płaszczu, bo w kieszeni mam dziurę, ale nie mogłam ich znaleźć - wiedziałam. Wiedziałam, że zostawiłam je przy kasie tuż po zapłaceniu i czułam, że jeśli wrócę się po nie, to nikt mi już ich nie odda, jako że paragonów nigdy nie biorę. Łkając za trucizną i z powodu pustego portfela i tak przepieprzonych 14zł, ubrałam się i ruszyłam do Biedronki z powrotem, nie wiem dlaczego, nakazywały mi tak wewnętrzne duchy. Papierosy znalazłam praktycznie zakopane w śniegu nieopodal Biedronki, zapewne ktoś uznał, że paczka jest pusta, ale pointa jest taka, że wypadając z kieszeni, papierosy wiedziały, że będę się źle czuć z samą sobą, jeśli złamię postanowienie, no ale później sobie paliłam i Alek też i lepiej tak, niż palić codziennie po 10 papierosów i udawać, że się tego nie robi. Nie mam pojęcia, po co o tym opowiedziałam, ale chciałam się też jakoś odwołać do tego, że nienawidzę feministek. Nie wiem jak, hmmm. Wczoraj widząc się z Kasią, niewidzianą przez grubo ponad miesiąc, dzieliłam się swoją miłością do medycyny naturalnej, olbrzymiej zajawki, która od kilku lat spędza mi sen z powiek i pieniądze z konta. Uznałyśmy, że to jednak robi się modne i będzie mi przykro, już będę obserwować te pójście ślepo za łaał, zrobię sobie naturalne wywary z koziego gówna i wetrę w skórę głowy, mmm, czopki z czystka, lewatywa kurwa z żółci z wątroby nosorożca. Tylko wylewam frustrację, mając na głowie jakąś indyjską maskę, AYURVEDA, ignoranci, AYURVEDA. Jeśli chodzi o etykę, wspomnianą w pierwszym zdaniu, tak naprawdę, to jednak nie chce mi się wcale wypowiadać. Ostatnio mi się śniło, że byłam na wegańskim biegu w Warszawie, już za kilka miesięcy czeka mnie 21km, lol, nie umiem, lol, no ale w każdym razie, śniło mi się, że młody mężczyzna w fioletowym uniformie, Razem czy osobno, zaczepił mnie w celu przeprowadzenia wywiadu. Zapytał o tym, co sądzę o stereotypie weganina - lewaka. Zaśmiałam się gromko i zaczęłam mówić o tym, jak życzę Panu Prezesowi wejścia do Sejmu w następnych wyborach i o tym, że jestem ucieleśnieniem zaprzeczenia tego mitu. Co do kwestii etycznych, to chciałam tutaj napisać elaborat w temacie "Jak można bronić życia i godnych warunów zwierząt, ale jednocześnie popierać zabijanie dziecka w łonie matki?", ale jednak mi się odechciało, to temat rzeka i kilka dni temu, mimo że wieczorem wzięłam swoje magiczne pigułki, bardzo długo rozmawiałam z Alkiem o etyce i wszechświecie, kilka spraw mi się rozjaśniło, kilka nieustannie trawię i na pewno podzielę się w swoim czasie zajebistymi wnioskami, których nikt nie chce słuchać, więc piszę o nich na głupim blogu, którego nikt nie chce czytać. = ) Miłej soboty, ja mam zamiar wpierdalać kokosowy pudding z tapioki czytając i nie rozumiejąc syntax języka angielskiego, drzewka i inne sprawy, których przeciętny człowiek nie zrozumie, ale ja też nie rozumiem, bo u diabła nie jestem dendrologiem.