poniedziałek, 14 grudnia 2015
Chcialabym nie pisac zbytnio patetycznych podsumowan roku, co znaczy, ze najprawdopodobniej bede, jednakze chwilowo siedze pod dwoma kolderkami, ogladam youtube, pije goraca kawke z cynamonem i ciesze sie, ze rok ten minal mi nie w osamotnieniu I w ogole jest jednyn z tych bardziej udanych, biorac pod uwage uczucie, ktore zywie do najlepszego czlowieka, jakiego znam (znam tez kilka fajnych dziewczyn, ale sa zajete lub hetero), do moich studiow I do nowego czlonka rodziny, Adasia. Rok skonczy sie w bardzo podobnym stanie do tego, w ktorym sie zaczal I ta statycznosc, a moze statecznosc, no w kazdym razie stalosc, bardzo mi odpowiada. Dzisiaj mimo ze odmarzly mi posladki, przejechalam kilkanascie km rowerem, po dwoch miesiacach przerwy, a moze I trzech. A propos patetycznych przemowien, to wlasnie w kolibskim lesie kontemplowalam terapeutyczna wartosc sportu I wykminilam, a w sumie to przypomnialam rozlegle porownanie wypadow na rower lub bieganie do znanych I lubianych ucieczek w celu wyregulowania emocji. Bo to tak latwo w sumie pojechac I uciec nie wiadomo dokad, ale jak najdalej, bo wszystko mnie przerasta, ale zawsze trzeba wrocic, nie da rady teleportowac sie z Gdyni z rowerem, jak juz tam dojechalam I mi zimno I w sumie juz wcale nie chce mi sie meczyc, to zeby wrocic do domu, musze przebyc dokladnie ta sama droge, ale juz troche w mniej komfortowych warunkach, zeby sie zawrocic, jest najciezej, ale potem juz widac znane okolice I sie wie, ze w domu jest cieplo I fajnie. To tyle, dosyc metafor paulo koeljo, ide robic kopytka, chociaz nie znam drogi. W kazdym razie ucieczka to ta latwa czesc, dla cieniasow troche, najtrudniej jest wrocic do normalnosci, newer egen kompalsiw iting, jasne, hehe.