piątek, 18 grudnia 2015

No ok, lece. Alek nie bylby szczesliwy na te zatkane uszy i bolace zeby, a moj slownik nadal podpowiada mi angielskie slowa. Nie to, zeby nie przydalo mi sie to np. w Anglii do ktorej wlasnie lece, ale gdy zamienia mi slowo "wlasnie" na "plasmid", cos jest nie tak. Nie tak, jak powinnam sie pozegnalam, bo od rana, w ten piekny, cieply, przedswiateczny, polski piatek, szargalam swe nerwy z niewiadomo do konca jakiego powodu, ale w glebokiej frustracji znow bilam Alka i tylko lezalam nie chcac isc na pasjonujacy wyklad z Historii USA. No coz, wspomniec nalezy, ze Alek jednak taszczyl na neofilololo cieple jeszcze pity i hummus i ze w ogole bardzo skutecznie robi mi dobrze np. jedzeniem. Ta cala mieszanina emocji, nerwow zwiazanych z podroza, radoscia na ujrzenie Karolki i Adasia, zaczatki tesknoty, frustracja przez ebay.co.uk....to tylko tak powierzchownie, ogolnie jak zwykle bol dupy i umieranie, a ze koniec roku, to angielskie koledy i tepe podsumowania okraszone oblesnym rzygiem tecza i niedowartosciowaniem w kazdym aspekcie. Zycie, ale zal mi tez np. ze nie piszemy juz transkrypcja i ze gramatyka opisowa taka trudna w porownaniu do mojej ukochanej fonologii. Obok mnie siedzi jakis typol cebulak, taki z 16 lat i poprosil wlasnie stewertdesse Maryne o "paczke tych pringles", w sensie przeczytal jak sie pisze, ludzie, chodzcie na filololo, to sa piekne kierunki i jezyki sa piekne, tzn. Chodzcie, ale nie wszyscy, bo na niektore ryje ciezko sie patrzy, no ale juz jakos sie przyzwyczailam, ze nie zawsze sie ma, co sie chce miec. Zatem jutro mam zamiar przebiec ok dyszki juz w Mansfield, Nottinghamshire, nie wiem, czy sie cieszyc. Np. Zwroty podatku zawsze sa fajne, jak sie wczesniej harowalo, no ale juz teraz mysle sobie, ze Aleksander tam popija piwo w pustym mieszkaniu nad jakimis logikami.