czwartek, 22 października 2015
Bułki mają to do siebie, że szybko umierają, jak motyle, ale matka bohaterki filmu, mojej pracy domowej (w sensie obejrzenia) powiedziała, że mają piękne życie! Nie chcę być wykształconym nauczycielem akademickim (fonologia) z chorobą Alzheimera, ani nie chcę być bohaterką naciąganego filmu amerykańskiego o miłości. Mi wystarczy, że jestem bohaterką pracy licencjackiej jednojajecznej bliźniaczki. (tak, wiem) Dzisiaj wracając z biedronki ujrzałam suche bułki obok stałego miejsca posiedzeń przymorskiej elity, tj. pod oddziałem biblioteki wojewódzkiej, tam zawsze państwo dyskutują, a potem zuchwałym tonem pod biedronką mówią "coś do jedzenia? halo?", a potem właśnie bułki nie cieszą się długim ani szczęśliwym życiem pod parapetem owej biblioteki - w przeciwieństwie do motyli. Nie usprawiedliwia to jednak jakiejś tajemniczej najpewniej Rady decydującej o polskich tłumaczeniach tytułów filmów. (znów odwołanie do tegoż filmu) Myślę o uderzeniu w 1. bezglutenowe żarcie, 2. modę vintage na pełnej "piździe". Pierwsze spowodowane jest powątpiewaniem w teorię nt. proszku do prania szkodzącemu mojej cerze, ale to po próbach zmiany go znowuż na ekologiczne orzechy piorące. Wyżej wspomniana bliźniaczka Michalina odstawiła i gluten i mleko i cieszy się blaskiem fizis jak i poprawą jakości życia in general. Moda vintage to temat rzeka, Tool Night już za erm, 16 dni, a ja wybrałam piękną sukienkę z Zary jak co roku na tę okazję, jednak lokalne lumpeksy kuszą bogactwem swych wieszaków i idąc tym tropem wprowadzają jakieś urozmaicenie w moim życiu, oferują nieśmiało pozytywny wpływ na poczucie własnej wartości przy niewielkich kosztach oraz sprzyjają kreatywności. Dzisiaj Pani od KZ powiedziała z przekonaniem, że USA to dopiero kraj of krijejtiwiti i w ogóle potęga, umysły, geniusze, pieniądze. Następnie ja wtrąciłam o Żydach no i się potoczyło jak ta kula śnieżka i przylgnęła do mnie łatka miłośniczki spiskowych teorii. Aluś, ja apeluję, jedz te bułki, bo fakt - gluten aż kipi, jednakowoż tyle jedzenia się marnuje, to pod biblioteką, to w naszym m1, w sumie to 2. Na tym skończę, wyrażę jeszcze swą miłość ku Oli, którą, chwała Jezusowi, w końcu ujrzałam na własne oczy na neofilololo i która jest samiulka, ale moją nową misją (łaską Pana) będzie sprawienie, by nie była chociaż na przerwach lub w okienkach. Ament. A healthy hasztag gołwege nie musi wcale wyglądać jak rzygi z sosem słodkokwaśnym, no umówmy się. (na to) Tymczasem Alek słucha w WC jakichś sympatycznych gitarowych brzdęków, a miał iść po cytrynę do łososia.