sobota, 24 października 2015
Alek, czesząc mi włosy Tangyl Tizerem, powiedział, że gdyby miał taką szczotkę, to by nie ścinał włosów. Ja się cieszę z jego krótkiej fryzury, chociaż na zdjęciu w moim portfelu wygląda jak bardzo przystojny Armando, Ogólnie ta scenka z czesaniem wydawać się może pedalska, ale miałam problem z rozczesaniem kołtuna, a Aleksander jest najlepszą osobą, jaką spotkałam w swoim krótkim, ale i tak za długim życiu i jest pomocny o każdej porze dnia i nocy, również, by wyjść na spacer z dowodem matematycznym bądź skoczyć do Biedronki po sodę oczyszczoną potrzebną mi w produkcji tofu. Mimo że dziwnie się ostatnio zachowuję, jest to mężczyzna niezwykle cierpliwy i odpowiedzialny, gdyby nie on, nigdy bym nie odkryła, że można rozcieńczać szampon w butelce i wstrząsać, by powstała piana nie obciążała włosów. W sumie to jest jeszcze dłuższa historia, ale sęk w tym, że kiedyś zapomniawszy do Warszawy szamponu, musiałam wspomóc się Elsewem należącym do kobiet z rodziny Parol i bardzo zdziwiłam się, gdy w siedmiu butelkach stojących pod prysznicem i dwóch przy wannie, znalazłam tylko bardzo rzadki płyn. Jakoś tam umyłam te włosy, nie wiem, czy przypadkiem nie mydłem, ale potem przeczytałam o tej metodzie rozcieńczania szamponu i produkowania z niej delikatnej, myjącej piany. Moje życie zmieniło się bezpowrotnie. Innym aspektem, który chciałabym celebrować, jest przeczucie, że "to jeszcze nie koniec" i coś równie śmiesznego stanie się w najbliższej przyszłości, lada chwila Tool Night, a ja nie mogę biegać następnego dnia po piciu biorąc jednocześnie swoje magiczne leki, bo dzisiaj przebiegłam 8,98 km, jakby te dwa metry wystarczyły, by przygoda zakończyła się na smutno i żenująco, mam tu na myśli rozstrój żołądka, w końcu wszyscy jesteśmy ludźmi, ale nie będę się w tej kwestii rozpisywać. Kolejny tydzień na uczelni uświadomił mi, jak porywająca jest tematyka, która mnie wciągnęła przed rokiem, jednak sam w sobie obowiązek nauki niezwykle stresujący. Mam wrażenie, że gdyby zniknął obowiązek uczęszczania na zajęcia, naprawdę na wszystko bez wyjątku bym chodziła, ale mam tą porąbaną tendencję co semestr, że wykorzystuję wszystkie nieobecności w jak najkrótszym czasie, a potem sądy i samoloty usprawiedliwiać będę na piękny żółty uśmiech, bo nie mam dekoltu jak Zuza niestety. W ogóle nie wiem, jak ustosunkować się do tego, jak szybko chudną cycki, dlatego także pominę. Weekend przywitał mnie bardzo żółtymi drzewami, ciszą wyborczą, niebieskim niebem, problemami gastrycznymi, rękoma w górze mijanych biegaczy, bardzo intensywnym Rickiem Astleyem (bo nie wszyscy wiedzą, że gdy mój śpiący towarzysz, czy to Kasia, czy Alek, Oli chyba się to nigdy nie zdarzyło, a może..., baardzo ociąga się z powstaniem z łoża, bardzo głośno puszczam Danzela - Pump it up z telefonu przyłożonego do ucha owego, no co, kto rano wstaje, temu Bozia daje, no i postanowiłam zmienić repertuar jak i stylówę), takim fajnym powietrzem, że niby wiatr, ale jednak panuje taka nieruchoma i nagrzana przez słońce atmosfera, jak gdyby się zatrzymać, usiąść na trawie i jesień mogła by udawać letni wieczór. W sumie to tyle, peany ku słońcu na mym niebie, zarówno tej właśnie kuli gazowej, jak i Alkowi, ponieważ to kwintesencja cnót i męskości.