Drogi Panie Boże, gdybym tylko mogła zapisywać gdzieś każdą myśl, która przechodzi przez moją głowę np. o 2 w nocy w pracy, naprawdę czułabym potrzebę dzielenia się nią, to znaczy nawet nie dzielenia, a utrwalania np. tu, chociaż bardzo współczuję każdemu, kto kiedykolwiek tu wszedł i musiał czytać te neverending moaning i bóle dupy. Zawsze wszystko jest źle, więc leże na boku jak ta foka szara (Nie jestem już Foką Szarą... Nazywam się Foka Biała.....) wyrzucona na brzeg Bałtyku i piszę i w chwilach zamyślenia patrzę przez naprawdę nigdy nie myte okno na ceglane przybudówki typowego angielskiego osiedla albo szare chmury, które są tu po prostu normą, jak w Gdańsku wiatr od morza. Takie pseudopoetyckie skojarzenia to z wielkiej tęsknoty. Jakoś nie wstydzę się za bardzo, że pracuję fizycznie, i tak lżej niż Alek, w fabryce plastiku, bo to tu w sumie jestem co roku, by 5-6 tygodni pracy wystarczyło mi na najbardziej skrajne konsumpcyjne potrzeby początku roku akademickiego a nawet dłużej. Gdybym faktycznie spisywała wszystkie te dziwne myśli i pomysły, może miałabym większy wgląd w samą siebie, bo potem w ogóle tego nie pamiętam, odsypiam i zaczynam od nowa. Na pewno chciałam, wczoraj/dzisiaj podczas nocnej zmiany, zapisać jakieś kulawe wspomnienia spowodowane skojarzeniem z zapachem mirabelek, chociaż skojarzenie też musi być mocno kulawe, skoro przyszło mi czując plastikowy swąd maszyny nr 33. No i dawno temu pod blokiem 22 na Chłopskiej, gdzie ongiś mieszkałam (tak, teraz tylko po drugiej stronie ulicy) i bawiłam się ciągle pod drzewem i żarłam te mirabelki i robiłam naleśniki z liści i inne FRYKASY, taka właśnie moc wspomnień, a w tle słyszę anielskie chóry i inne wzniosłe wycie. Oprócz tego wkurwiam się bardzo (przepraszam za moją wulgarność, to naprawdę nie moja natura, a towarzystwo, w jakim z przymusu się obracam), jak jakiś Łotysz o imieniu sugerującym w ogóle ruskie pochodzenie obrabia mi dupę i mówię swoim high british posh rp IF YOU TALK ABOUT ME BEHIND MY ASS, YOU CAN KISS IT TOO, ale zdaję sobie sprawę, że w środku nocy na hali, gdzie wszystkie maszyny powodują to, że nie słyszę własnych myśli, bardzo zniekształca moje nerwowe okrzyki, które nagle tracą cały sens i po prostu idę wkładać kubeczki do kartonu. Takie tam anegdotki. I wstyd mi też, jak Alek mnie przeprasza za to masło orzechowe, co je zeżarł i ja tutaj o tym napisałam 2 tygodnie temu. Nie dlatego, bo byłam zła o masło, tylko że ogólnie czyta te durne notki tutaj a to tak naprawdę jest forma mojego słit pamiętnika, który najchętniej trzymałabym gdzieś w zamknięciu dla samej siebie, a mimo wszystko od lat jest otwarty. W internecie. Ogólnie moje życie byłoby puste bez tego bólu dupy, narzekania, pierdolenia o sobie, dziwnych uwag na temat rzeczy, które powinny chuj mnie obchodzić, ale nawet głębokie pokłady nie nienawiści, żałości, jakie czasem się we mnie budzą, budzą też coś na kształt współczuciaa... Nie wiem, po prostu gdy kogoś bardzo bardzo bardzo nie lubię, to te uczucie nie może istnieć samoistnie bez sympatii, paradoksalnie. Nie będę apelować, bo równoznaczne to będzie z przyznaniem się do poświęcania chociaż 2% uwagi tygodniowo, no ale i tak pozostałoby to tutaj wśród tych czarnych literek na białym tle i....... Niue. Kończę. 18:20, czas wstawić makaron. Nic już nie piszę, a chciałam tylko z dobrego serca o zajęciu się nieleczonym uzależnieniem alkoholowym w wieku 23 lat. Naprawdę z dobrego serca.
Kupiłam sobie dwa Vogue'i i Elle, eyeliner Clarins i krem Embryolisse i nie wiem kim jestem anymore. Chcę być już na Krecie. I chciałabym nie jeść tyle, ile jem, ale za to biegać tyle, ile biegam. I żyję w konflikcie wewnętrznym, codziennym dysonansie i chciałabym tańczyć, a potem płakać i długo spać. Dlatego też się leczę od dwóch lat i siedmiu miesięcy.