piątek, 11 lutego 2011

Ja-ak unikną-ąć mam ironiiii.

Tudej moje, a na nich Kamilka. Milka, mleczna z Daim.




Dzięki mej mamie, bezproduktywnie rozbijam się po Przymorzach. Nie ma to jak zarejestrować mnie na 10.02, a mi powiedzieć i wysłać do lekarza 11 i to na Dzieci Chore (he he), zamiast na zdrowe. Oprócz tego, prześwietlenia, bla bla bla. Zresztą, nie szkodzi.. Lubię Przymorze. Kiedyś zamieszkam na Obrońców Wybrzeża, będę jeździć Dwójką, wysiadać przy czołgu.. I patrzeć na GUMed, ucząc się w Ateneum. Nie, dobra, bo ktoś mnie zbije znowuż, jakiś Barszczu, za samokrytykę, czy cóś! A dzisiaj, opowiem taką anegdotkę. Opowiedziałam to już chyba wszystkim, ale przywraca mi ona wiarę w człowieka. Gdy Kamila załatwiała pampersy w NFZ, ja sobie stałam, słyszę Pushit, myślę "Siet, nie wyłączyłam znowu muzyczki", ale tak słucham słucham, nie dobiegało ono z moich słuchawek! Ulicą Podwale Przedmiejskie (?) jechał sobie Opel jakiś, a nim jakaś sympatyczna pani wydzierająca się wraz z Maynardem do "Still love me! Still love me!". Ale wtedy wzruszenie mnie ogarnęło, och och.