sobota, 29 stycznia 2011

Psychomachia, budzę sama w sobie politowanie, to okrutne i niesmaczne, mój system self-motywacyjny, który w zasadzie nie istnieje, opiera się.. nie, on się nie opiera, on nie działa, nie istnieje nie istnieje ejsniestniestenieje, skoro nie motywują mnie ani porażki, ani sukcesy, ani krytyka, ani kurde nic, to nie mam pojęcia, jak ja mam się w końcu wziąć w garść? Najgorsze jest to, że widzę to od tej strony, ok, zawsze jeśli chodziło o moje ponure kryzysy, Paula miała 101% racji, tylko, że to na mnie nie działa. Dżizas, czy ktokolwiek pamięta, co działało? Teraz mam jeszcze szansę, no mam, jest 07:03, mogę jeszcze zadziałać, ale nie, nie potrafię, serce mnie swędzi, piję drugą kawę, trochę zbyt mocną i tak mnie kuuuuuusi, kuuuuuuuuusi, nie chce mi się rozpisywać wad i zalet, ale.. urgh, jeny, co ja mam zrobić, to jest chyba panika, jeny, przedmaturalna jakaś? Czułam, że IQ nie wystarczy, ale ja nie potrafię przyswoić tych durnych cykli litycznych i tego wszystkiego, no po prostu mi się nie chce = nie mam siły, naprawdę, czy ktokolwiek wie, gdzie można leczyć lenistwo? Ale ja mówię całkowicie poważnie, to jest silniejsze ode mnie, a chcieć to wcale nie móc, dfhisdhfudshfsdhfsidhfsdui, zdjęcia i prezenty. Jestem żałosna. Nie tylko, odrażająca, kiedyś nie wytrzymam sama ze sobą, ale to jest straszne, chyba mało kto potrafi to sobie w 100% wyobrazić, zawsze tak jest, ta moooc, niewidzialna siiiła, to chyba podświadomość, ale nie powiem, jest sprytna, jak kiedyś pochłonęłam np. 14 kiełbas z grilla.. dobra, to inna bajka, idę OtRzEć ŁzY i jadę na Zaspę. Kurwa.