czwartek, 15 października 2015

Pani tutaj opowiada wzruszajace historie o multilingualnym dziecieciu. I gromada Szkotow sobie opowiada rozne historię, rozmawiaja z ta pania Wloszko-Polka, a mnie boli watroba. Przetranskrybowalam polowe tekstow z ksiazki, jakichs ćwiczeń wydawnictwa UW, ktora Alek wziął mi chyba ze swojego matematycznego wydzialu. Opowiadalam dzisaj Zuzie o Demiurgu, bo bardzo polubilam Platona, ale tak to tylko smialysmy sie ze Stevena, najbardziej gdy wspomniala o programowaniu, a wyklada tylko gramatykę praktyczna. No to jest dopiero Steven. Bardzo chcialabym czuc to, co poczulam chyba po pierwszej sesji rok temu, ze przekocham ten kierunek i już pedze po profesure na uniwersytecie w Calgary, ciekawa historia, ale nie bede jej teraz opowiadac. Jedziemy w ogole do Warszawy, by rano przetarabanic sie w busa do Krakowa i zawitac na Unsoundzie choc na chwile. Jak to dziecko sie wywrocilo, Szkoci chorem "uuu", jak cos powiedzialo, to "oooo", a ja jestem zmeczona, Manekin stoi mi na zoladku, enwajement Neofilolo stoi mi na zoladku i generalnie chyba umieram.