wtorek, 27 października 2015

A taka pewna byłam i tak niedaleko było, ale jak zwykle troszeńkę za mało. No i gdzie nie spojrzę, rozmowy o polityce. Nieważne, wczoraj Alek powiedział, że nadaję się na Elfkę, a ja, ze czemu, a on, że Elfki na pewno noszą koronkowe majtki, a ja: co? A on, że żyją w koronach drzew. Zimno mi w rączki i piję puer. Jutro urodzinki tego śmieszka, a ja co, paluch piwny z czosnkiem bez świeczki i prezent gówno w papierku trochę pod siebie, bo poczta polska ma wybitne tempo. Ale będziemy słuchać pentastar pod igłą patrząc na las przez okno jeszcze i Ducha Tornada w kuchni z Ikei, przeczekam najgorsze, zakręcę bioderkiem do Opajet i będzie wiosna i nowe życie w dalekiej przyszłości. Radosny wzorek na kończynie dolnej prawej świecił dziś w oczy nieuświadomionych jak jesienne słońce przez żółte liście (musztardowe zawijasowe odzienie wojowniczej księżniczki spod rąk portugalskich, taka wizualizacja, ktoś się pyta takiej szyjącej, no kiedy będzie ten pysew kleuthing, a owa "zara" - tak było, true story). Dżenerali spikin, nie wiem, co ja sobie myślałam i że też niezbyt mi wstyd, tutaj wchodzi atencyjność kurwy na scenę. Nie mam też pojęcia, czemu powiadomienie na fejsbuku mnie powiadamia cichym naciśnięciem klawisza pianina, kiedyś to był inny dźwięk. Miń tygodniu i Alek wróć, mimo że jeszcze nie wyjechałeś. No nic, telegraficznym skrótem tak też się dzieję, chociaż te brałni z kaszy jaglanej z batatem słodzone daktylami i długą nazwą, upiekę, też w ogóle mam takie podsumowawcze, że nie no zrobie te HLB, bo potem będę żałować - progres uczelniany.