środa, 23 września 2015
Kalarepa z hummusem i kciuki wyciągnięte w górę, gdy robię drugą długość falowca na Lumumby. Dzisiaj rekord życiowy, 13km w godzinę i 13 minut. 13 lajków na instragramie pod zdjęciem mojej otłuszczonej dupy wśród drzew. Tata Alka zawitał do nas na prawie 4 dzionki, ale było miło, rower i wegańskie jedzenie. Teraz ciężko mi się oddycha na myśl, że niedługo zawitam wraz ze swoim w sądzie w niemało śmiesznej sytuacji. Ćwiczę spojrzenie nienawiści i karalne groźby dotyczące mojej 6-letniej siostry Dagmary wysyłane telepatycznie. Alek słucha tam i ogląda Przemka Wiplera i chyba coraz lepiej się czuję po śpiączce mentalnej ostatniego tygodnia. W sobotę dostanę medal, a i nie mogę nie przyznać, że ekscytuję się trasą pokonywaną z Aleksandrem na UG w bliskiej przyszłości. No i że rok minie, a my zobaczymy Davida, ale bez tego świetnego ganka, a i plecy mnie pobolą kilka dni i sama za to zapłacę też. / ogólna kalkulacja jednak na plus, mimo że mam ochotę się zrzygać z ogólnego stresu :)