



Jako że nie umiem robić takich zdjęć, będę je teraz tu wrzucać, ćwiczyłam, sobota była moim Czripem Zła Na Piechotę Przez Gdańsk, jednoosobowym WyPaDeM Do KiNa i Izabelliana Jones jako Poszukiwacz Zaginionej Motywacji. A propos! Szukam motywacji w jej braku. Mówię poważnie, proszę mi nie przeszkadzać, a w zasadzie proszę mi pomóc. Pomocna jest w tym Paula, zdradzająca mi co rusz tajniki swojego sukcesu, a mianowicie skrzętnie wypracowane techniki zapamiętywania, motywowania się do nauki itp. Znaczy no to też inaczej, Paula wymyśliła to, że jedynym lekarstwem i źródłem woli ŻyCiA jest to, że takowej nie posiadam, ja jestem takim jednym wielkim, wielopoziomowym problemem emocjonalnym, skrajności pięć tysięcy, więc to ma sens, taka autorefleksja, zresztą..w sumie skoro ma sens, to nie powinnam teraz siedzieć tu i pisać tych bzdur, tylko raczej napisać w końcu wypracowanie nt. Cudzoziemki, na które miałam prawie trzy tygodnie, a którego oddania, ostateczny termin jest jutro. Damy radę. Dzięki. (Booże, one czytają mojego bloożka! *ociera łzę*) Eh, za dużo wymagam. Od ludzi innych i konkretnych, obcych i bliższych, i nieznanych i takich, którzy co jakiś czas budzą we mnie dziwne coś, takie uczucie, nie wiem czy prawdziwe, ale przynajmniej dające mi pozory normalności i zdolności do odczuwania (nie róbmy ze mnie terminatoro-noł-lajf-stołn-hart-end-fejs, ale spójrzmy prawdzie w oczy, jak sobie coś wmówię i przedsięwzięsięwezmę ten durny fortecowy plan i prodżekt izolacja, to o dziwo mi się to wkręca i wcielam w życie, moim idolem Santiago z Hemingłejowych wypocin [o czym ona teraz gada?], puentą miał być fakt, że się pojawiają, a są.. inspirujący, ale jednocześnie niepotrzebnie dający mi nadzieję jakąkolwiek i durne, chwilowe, nieświadome wsparcie, jakkolwiek to rozumieć) i obojętnych wobec tego całego syfu, który wokół siebie kreuję, najczęściej, syf wyżej wspomniany.. No, wymagam, egoistycznie. Bo od siebie to jedynie jedzenia i takich tam, no, serio, przychodzę do domu o 11 (kiedy powinnam o 15) i mówię "Izo, pozwól" odpowiadam wtedy sobie "Yes, master?" "Wyprodukuj mi pół kilograma serka wiejskiego z musli, z dżemem, otrębami, bananem, dużą kawę z mlekiem, opakowanie wafli FAMILIJNE". Potem, wcisnąwszy to wszystko w siebie, przeżywam istną psychomachię, kabanosy, które lubię, mówią mi z jednej strony "PIERDOL STUDIA, ZOSTAŃ ZAPAŚNIKIEM SUMO", a biała kiełbasa, (to Karolina lubi żurek.) "UCZ SIĘĘĘĘĘĘ, POWTÓRZ FOTOSYNTEZĘ! ŁAAAAAA!" No czego efektem jest oczywiście, że chodzę spać o ósmej i takie tam. Poza tym.. mam misję nową. Zdobędę wszystkie egzemplarze zdjęć studniówkowych, jakie zostały rozdane i spalę. Zniszczę. Zjem. Koniec. Napisałam tyle o jedzeniu, ponieważ jedząc właśnie owe wafle, ssie mnie głóóóód.
Z ostatniej chwili:
Mama: Co tak wcześnie jesteś?
Izabella: A bo lekcje skrócone, raada chyba.