sobota, 26 lutego 2011


Na słowo "braunsztyn" śmiałam się dzisiaj przez około 10 minut i nie mogłam przestać. Na "i rodzi się mały głowonóg, którego trzeba kochać" śmiałam się minut około 11 i nie spojrzałam z żądzą mordu na nikogo, kto zatarasował mi przejście pod tunelem, gdy gnałam na 186, żeby zamówiona na 15 pizza hawajska (d=0,5m, kąt wewnętrzny=chuj wie) nie stała się zimną pizzą hawajską. Otóż rzeknę, iżżżż... oprócz urwania dupy lancetnikami i tego typu sympatycznymi stworzeniami, jest gites majonez. Śpiewam, tańczę, jem mandarynki.