wtorek, 15 lutego 2011

Farewell


Jem właśnie nieprzyzwoicie pyszny ryż z jabłkami i światowym zapasem cynamonu i zapewne mnóstwem miodu (BÓJ SIĘ BOGA, MAMO, CO TY TAM JESZCZE WRZUCIŁAŚ?!) i muszę stwierdzić kilka rzeczy, co następuje: jest mi zimno, przede wszystkim. Jest mi tak potwornie zimno i mam tak sine i zimne ręce i dzwonią mi zęby i marzę tylko o kawie, mimo że wypiłam dwie duże na raz jakieś 15 minut temu. Właśnie, jest mi zimno, toteż jak zjem, w sumie już zjadłam, ale jak pozmywam i zrobię sobie kawę, powrócę do łóżka i wraz z Vademecum biologicznym i jakimś przedwojennym chyba (bo nie ma ani słowa o genetyce) "Zdasz maturę z biologii" i "Z biologią za pan brat" (te tytuły mnie motywują, straszliwie..) legnę pod kołdrą stłamszona rzeczywistością i pokonana przez ten wszechogarniający, panujący za oknem mróz. W sumie szkoda, że.. nie wiem sama, tak jakoś nie istnieje zbyt ktoś, kto by mógł ze mną wytrzymać, ale jednocześnie nie istnieje też nikt, z kim ja bym mogła wytrzymać, więc dla dobra ludzkości, to i lepiej. Ale co? Kobyle caco. I ta muzyka, oj tak, bez tego bym chyba odwaliła kitę, więc jest dobrze, póki mogę podziwiać, słuchać sobie, jeździć tramwajami.. Anyway, dzisiaj był kolejny odcinek "Odkrywaj Gdańsk with Iza", zastanawiałam się jadąc tramwajem linii 3 co kurde jest na lewo od Stogów, ale to chyba Stocznia po prostu, a potem Niu Port. Ładnie tu pachnie teraz tym cynamonem.

Czy to było uzewnętrznienie się? Fuuuuuuuuu, bleee, rzyyyg, przecież jestem terminatorem, hej. Jak to psie gówno pod warstwą śniegu. Nie mogę się doczekać aż LóD MeGo SeRcA StOpNiEjE, A cHoRy InDyWiDuAliZm oKaŻe SiĘ bOlEsNą SamOtNoŚciĄ. :D Idź już lepiej się uczyć, Iza, a nie, wiersze piszesz.

My dear friend, so sweet and distant,
Take farewell from all my heart.