piątek, 12 lutego 2010
We're upsite dooown.
Damn it, Cartman, śmierdzę jak menel. A właściwie śmierdziałam, bo pół godziny temu wyszłam spod prysznica. Huczy mi w głowie, ale wczoraj przynajmniej nie piłam zbyt wiele, tj. jedną colę z problematyczną Paulową wódką spod stołu (Dlaczego cola z wódką smakują grejpfrutowo?), co i tak pozwoliło mi żałować swych słów i czynów, chociaż przyniosło też profity takie jak poznanie osobiście Wojciecha i mówienie czegokolwiek (Wątpliwy profit.), zamiast późniejszego 1,5 godzinnego milczenia przy jednym stoliku. Ale cóż, mowa ponoć jest srebrem (ale ta przemyślana mowa, a nie Masz pięęęęęęekne ooooczyyy), a milczenie złotem. Dżony i znajome towarzycho dość wcześnie się zmyło, Magdalena... eh, nawet jej nie widziałam, ale ponoć to dobrze, zabiję Jana, naprawdę. Ale Łajemsijej z Paulą na głośniku było świetne, pomijając fakt, że my tańczyłyśmy na głośniku, a wszyscy mieli nieograniczony dostęp do wątpliwej przyjemności oglądania moich nóg. Od spania na podejrzanych kanapach, czuję jak robi mi się kosmiczny syf przy nosie (blożek-psycholożek), coś jeszcze chciałam, ale nie pamiętam co. Wrzucę zdjątka beze-mnie, upamiętniające 18-stkową bibę Paulika i pójdę chyba pić kawę/nic nie robić. NANANANA. Btw, OJA, FEERIE!


Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ah sezon 18 się zaczął u Ciebie - nie szalej przypadkiem Siostra za ostro ;) :*
OdpowiedzUsuńOjacie, ale biba, hmmm.... aż chciałoby się napisać 'istne akwarium i pełno piesków' ;D
OdpowiedzUsuńTo kiedy idziemy na wódkę? Ten poniedziałek? ;D